Portugalia - Sintra, Cascias, Cabo da Roca, Ursa Beach
Ile w nas z dziecka zakochanego w baśniach, legendach, historiach o władcach i rycerzach wiemy tylko my sami. Aby zadowolić to ukrywane wewnętrzne dziecko warto wybrać się do Portugalii do Sintry i odwiedzić kilka obiektów. Należy tylko pamiętać, że jest ich sporo i może nam dnia nie wystarczyć. Na mapie wyglądają jakby były dość blisko siebie, rzeczywistość jest jednak trochę inna. Każdy jest położony na osobnym wzgórzu przez co drogi są kręte i długie, a dotarcie od jednego do drugiego zajmuje sporo czasu.
Ja wybrałem dwa skrajnie różne. Kolorowy Pałac Pena, jeden z najznakomitszych przykładów romantyzmu w architekturze portugalskiej.
Oraz kamienne ruiny Zamku Maurów. Twierdzy powstałej ok IX wieku, bez zdobień i przepychu, a jedynie z surowy kamień i pozostałości tego co tu niegdyś było.


Zawsze warto się rozglądać i być otwartym na nowe ciekawe kadry, gdy schodziłem kolejnymi schodami zauważyłem ludzi wychodzących z bocznej ścieżki. Widząc mnie z aparatem zasugerowali abym ruszył w tamtą stronę. Nie było spektakularnego widoku na miasto czy ukrytej groty tylko mały kolorowy ptak, który chętnie pozował do zdjęć.
Pałac Monserrate jest dużo mniejszy od wcześniej wymienionych co nie znaczy że brakuje mu uroku. Ze względu na sporą odległość od pozostałych dotarcie do niego zajęło trochę czasu. Co skutkowało szybkim krokiem w półmroku przez piękne ogrody, aby dotrzeć do zamykanego za półgodziny pałacu.
To tylko drobny wycinek tego co ta miejscowość ma do zaoferowania ale w ciągu
7h nie sposób na spokojnie zobaczyć więcej. Kolejnego dnia miałem w planach dwie lokalizacje - miasto Cascias oraz latarnię morską i kamienistą plaże Ursa.
Skoro udało się tak daleko na skraj Europy wyjechać to warto to
wykorzystać i odwiedzić miejsce najbardziej wysunięte na zachód - Cabo da Roca. Trzeba tylko pamiętać, że jest to bardzo wietrzne miejsce i wykonanie nieporuszonego zdjęcia może być nie realne.

To miał być koniec, kilka szybkich zdjęć i powrót do Lizbony bez wizyty na plaży Ursa. Nie potrafiłem zrezygnować, musiałem chociaż wybrać się w okolice. Na szczęście im bliżej zachodu słońca tym warunki były coraz lepsze. Oczywiście zawsze znajdzie się ktoś mądrzejszy i podjedzie skuterem. Światło w tym miejscu było tak piękne, że musiałem ustrzelić tą czerwoną Vespę z latarnią w tle.

Dojście na początku wygląda jak
spacerek po pagórkach aby w dolnej części przeistoczyć się w wymagający
kamienisty szlak, prawie jak w Tatrach. Gdyby nie przypadek, brak lżejszych butów tylko turystyczne z konkretnym bieżnikiem to nie wiem czy bym zszedł bezpiecznie na dół.

A co na dole? Piękne widoki między skałami przy zachodzącym słońcu nad oceanem i grupa poznaniaków. Dzięki temu miał kto mi zrobić zdjęcie na dole i nie musiałem się ograniczać do selfie.

















